Odpowiadajac na pytania mamy:
jesli chodzi o jedzenie to jemy wszystko co nam tu daja. A daja wszystko co sie da. Dzisiaj np bylismy na obiedzie w chinskiej restauracji (z reszta na chinskiej wyspie Penang) i jedlismy jakies tam kluchy, nie wiem dokladnie co to bylo, bo w kazdym razie nie to co zamawialem, ale dostalismy do tego paleczki zamiast szztuccow. Troche sie nameczylismy.
Jedzenie jest fantastyczne, bardzo duzo chindusow, a oni sie na kuchni znaja (szczegolnie hinduskiej). Glownie jest to zawsze albo ryz, albo cos w rodzaju makaronu zrobionego z ryzu i do tego kurczak, owoce morza albo inne wspaniale dodatki- wszystko mega ostre!
Obecnie sie trzymamy w ekipie w ktorej jest jeden amerykano-japonczyk, jedna tajka, dwie niemki i my, wczoraj byl australijczyk, inny amerykanin, czeszki itd. Takze towarzystwo jest bardzo roznorodne i ciekawe. Znaczaca wiekszosc to backpackers z plecakami a nie emeryci z walizami. Polakow nie widac.
Rzeczy mamy troche za duzo, ale pewnie sie przydadza w dalszej czesci podrozy.
Nie wiem jak wygladaja plantacje truskawek w polsce wiec trudno mi porownywac.
Mieszkamy w hostelach, do tej pory w dorm-ach, pokojach wieloos. i zawsze na tym dobrze wychodzilismy bo mielismy super towarzystwo. Teraz mamy pokoj 2os. Moze troche odpoczynku. Pewnie jutro pojedziemy po poludniu do tajlandii. Czas nas goni...
środa, 19 listopada 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz