środa, 19 listopada 2008

Penang, chinska wyspa w Malezji

Odpowiadajac na pytania mamy:
jesli chodzi o jedzenie to jemy wszystko co nam tu daja. A daja wszystko co sie da. Dzisiaj np bylismy na obiedzie w chinskiej restauracji (z reszta na chinskiej wyspie Penang) i jedlismy jakies tam kluchy, nie wiem dokladnie co to bylo, bo w kazdym razie nie to co zamawialem, ale dostalismy do tego paleczki zamiast szztuccow. Troche sie nameczylismy.
Jedzenie jest fantastyczne, bardzo duzo chindusow, a oni sie na kuchni znaja (szczegolnie hinduskiej). Glownie jest to zawsze albo ryz, albo cos w rodzaju makaronu zrobionego z ryzu i do tego kurczak, owoce morza albo inne wspaniale dodatki- wszystko mega ostre!
Obecnie sie trzymamy w ekipie w ktorej jest jeden amerykano-japonczyk, jedna tajka, dwie niemki i my, wczoraj byl australijczyk, inny amerykanin, czeszki itd. Takze towarzystwo jest bardzo roznorodne i ciekawe. Znaczaca wiekszosc to backpackers z plecakami a nie emeryci z walizami. Polakow nie widac.
Rzeczy mamy troche za duzo, ale pewnie sie przydadza w dalszej czesci podrozy.
Nie wiem jak wygladaja plantacje truskawek w polsce wiec trudno mi porownywac.
Mieszkamy w hostelach, do tej pory w dorm-ach, pokojach wieloos. i zawsze na tym dobrze wychodzilismy bo mielismy super towarzystwo. Teraz mamy pokoj 2os. Moze troche odpoczynku. Pewnie jutro pojedziemy po poludniu do tajlandii. Czas nas goni...

Brak komentarzy: